Ostatni raz u spowiedzi byłem Nadaną pokutę, myślę, chyba odprawiłem Przynajmniej tak mi się wydaje, Bo bywanie tutaj nie było mym zwyczajem
Widzisz Boże bardzo zgrzeszyłem Za zło na świecie Ciebie winiłem Nie widziałem życia jako Twego daru Nic oprócz kłopotów i problemów paru
Chociaż dałeś mi tak wiele Ja raczej nie byłem Twym przyjacielem Słowami krzywdziłem i Ciebie i innych Ci zasłużyli, tamtych niewinnych
Patrząc patrzyłem tylko na ciało Dusza i wnętrze gdzieś z tyłu stało Postów wcale niedochowywałem O Twych przykazaniach nie pamiętałem
Czasami nawet nieprawdę poświadczyłem By ochronić siebie czasem tak mówiłem Moje słowa trującym jadem zatrute Z wierzchu satysfakcja a w środku smutek
Czy jesteś w ogóle, czasem wątpiłem Jakby Cię nie było z dnia na dzień żyłem Tak bardzo zaangażowany w swą pracę Dopiero teraz poczułem, że chyba coś tracę
Teraz, gdy jestem na rozsądku granicy Mam dosyć tego! Coś w środku krzyczy Dręczą mnie troski i wieczne nękanie Skrócić to wszystko? To nie rozwiązanie
Mnie ból rozdziera, bo już nie daje rady Jestem samotny, wśród ludzi gromady Nie wiem czy wracać, czy żyć dalej w grzechu Prosić o wybaczenie czy uciekać w pośpiechu
Tak szczerze to nie wiem czy uniknę kary Nie wiem czy nie trafie do ognistej pieczary Ktoś mówił, że istniejesz i jesteś miłosierny Czy będziesz łaskawy, gdy ja tak niewierny?
|